Wczorajszy mecz pomiędzy Barceloną, a Realem Madryt uświadomił mi, że Gran Derbi przestają być wielkim, piłkarskim świętem, a stają się pojedynkami na faule, ostre słowa i prowokacjami na konferencjach prasowych z obu stron.
Kilka, a nawet kilkanaście lat temu, gdy oglądałem swoje pierwsze Gran Derbi pamiętam w jak wspaniałej atmosferze toczony był mecz. Zero brutalności, zero symulacji, tylko pokaz wspaniałych umiejętności.
Przed ówczesnym meczem w sezonie 1999/2000 zastanawiałem się, jak zagra Raul, czy Morientes. Czy Figo swoimi rajdami stworzy "setkę" dla kolegów z Katalonii. Wczoraj przed meczem zastanawiałem się natomiast, kogo w brutalny sposób sfauluje Pepe, czy do jakiego stopnia aktorstwa ucieknie się Barcelona. Czy tak powinien być kojarzony największy mecz na świecie?
Pozostaje jednak pytanie: co wywołało taki stan rzeczy? Czy jest to Mourinho? A może Alves, na którym co niektórzy piłkarze Realu Madryt są rządni rewanżu w nie zawsze sportowy sposób? Odpowiedź jest prosta. Wszyscy działają na niekorzyść piłki nożnej i kibiców. Każdy piłkarz i trener jest odpowiedzialny za takie zachowania drużyn.
Dnia dzisiejszego doszło również do skandalicznego zachowania w końcówce meczu, gdy sięgnięto po pięści. Na różnych forach aż grzmi o tym, kto był winny: David Villa, czy Mesut Ozil. Kto kogo pierwszy uderzył i co powiedział? Ja jednak się pytam: Co tam robił Villa i co tam robił Ozil? Obaj zostali zdjęci z boiska, więc nie powinni czynnie uczestniczyć w wydarzeniach na boisku.
Kolejną sprawą, która mnie zadziwiła było zachowanie Mourinho, który próbował ciągnąć za ucho członka sztabu szkoleniowego Barcelony. Co takie zachowanie miało przynieść? Mourinho podgrzał tylko atmosferę. Wiadomo, że do starć między piłkarzami dochodzi często, jednak niespotykaną jest interwencja trenera. Takie zachowanie ze strony Mou było po prostu żałosne. Portugalczyk hańbi nim piękną tradycję Realu Madryt. Trenerem jest niewątpliwie największym i uważam, że nie musi uciekać się do takich zachowań, by zdobyć okładki gazet, bo może się na nich znaleźć bez problemów w bardziej sportowy sposób.
Sędziowanie w dzisiejszym meczu również pozostawiało wiele do życzenia. Królewscy dostawali kartki przy każdym "zwijaniu się z bólu" graczy Dumy Katalonii. Faule gospodarzy nie niosły ze sobą takich konsekwencji. Przewinienie Iniesty na Alonso w pierwszej połowie... Przecież to była co najmniej żółta kartka! Takową powinien ujrzeć również David Villa, który na początku meczu upadł, wydawać by się mogło, specjalnie na rękę Sergio Ramosa. Kartka dla Cristiano Ronaldo była bezpodstawna. Co Portugalczyk takiego zrobił? Podszedł do sędziego, spokojnie powiedział dwa słowa i od razu kartka? Proszę...
Jeśli chodzi o symulacje graczy Barcelony, to... wcale się im nie dziwię. To prasa podawała światu opinie, w których można było wyczytać o brutalności Realu Madryt, której przed kwietniowymi starciami z Barceloną nie było. Media jednak widziały to inaczej. Taką sytuację szybko wykorzystali gracze Blaugrany. Sędzia, który ma sędziować mecz Realu z Barcą, czytając gazetę przedstawia sobie Real grający brutalnie. Taki sam obraz ma w meczu i rozdaje kartki zawodnikom tego klubu na prawo i lewo. Dokładając coś od siebie, drużyna Guardioli, w pełni wykorzystuje nadane im prezenty.
Sam mecz udowadniał nam, kibicom Los Blancos, że z Barceloną można grać, jak równy z równym również ofensywnie. Sądzę, że gdyby zaraz po przerwie wprowadzony został Brazylijczyk, Kaka, to bardzo prawdopodobne jest, że dziś cieszylibyśmy się ze zdobycia Superpucharu Hiszpanii. Nie rozumiem trenera, który "na siłę" zostawiał na boisku słabo dysponowanego Mesuta Ozila. Geniusz jednego podania Kaki mógł przechylić szalę na naszą korzyść.
Dzisiejsze widowisko daje wiele do myślenia... Być może warto byłby się zastanowić, zamiast za sprowadzeniem kolejnego napastnika, których mamy od groma, stopera, który byłby pewny zarówno pewny w interwencjach piłkarskich, jak i pozasportowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz