Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 13 września 2011

Real Madryt - szkółka dla innych

Nie od dziś wiadomo, że Real Madryt ma jedną z najlepszych (o ile nie najlepszą) szkółkę piłkarską na świecie. Problemem pozostaje wciąż to, że "Królewscy" szkolą dla kogoś, a nie dla siebie.

Młodzi zawodnicy, którzy występują w młodzieżowych ekipach "Los Blancos" zadają sobie zapewne często pytanie "Jak wejść do pierwszej drużyny? Czy to w ogóle możliwe"? Coraz częstsze transfery młodych canteros utwierdzają mnie w przekonaniu, że droga dla nich jest bardzo kręta i wyboista, wręcz nieprzejezdna.

Dlaczego tak myślę? Oczywiście na moją tezę składają się argumenty. Takowymi, od których nie ma lepszych są oczywiście piłkarze, którzy opuszczają stolicę Hiszpanii i w niedługim czasie stają się gwiazdami na skalę światową. Przykładów jest wiele i ich wymienienie zajęłoby mi sporo czasu. Podam jedynie kilka z nich.

Pierwszym jest Juan Mata. Piłkarz ten zasilił tego lata pretendenta ligi angielskiej, a więc Chelsea Londyn. Ma stać się w tej drużynie postacią wiodącą prym i prowadzącą londyńczyków do sukcesów. Już w Valencii pokazywał, że jest wielkim talentem. Dlaczego więc działacze "Królewskich" zeszłego lata sprowadzili Angela Di Maria (z całym szacunkiem dla niego), a nie Juana Matę? Czy Hiszpan ustępuje Argentyńczykowi umiejętnościami? Myślę, że nie, a jeśli tak, to w bardzo małym stopniu.

Kibicom Valencii radość z goili daje kolejny z wychowanków Realu Madryt, Roberto Soldado. Jose Mourinho poszukiwał latem uporczywie trzeciego napastnika. Myślę, że ten 26 latek byłby wspaniałym piłkarzem na tą pozycję. Co więcej, Soldado, jest piłkarzem bardzo bramkostrzelnym . W 36 meczach rozegranych w barwach Valencii zdobył 22 bramki. To pokazuje, że byłby nie lada wyzwaniem dla Karima Benzemy i Gonazlo Higuaina.

Tego lata minęła także opcja pierwokupu Realu Madryt za napastnika Sevilli i wychowanka "Blancos" , Alvaro Negredo. Jak wiadomo, Madryt, nie skorzystał z tego rozwiązania. A szkoda, bo Alvaro jest piłkarzem ze znakomitymi umiejętnościami technicznymi, dzięki którym wspaniale wpasowałby się do stylu Realu Madryt. Jest on również reprezentantem Hiszpanii, w której barwach zagrał 7 - krotnie, strzelając 5 bramek.

Dwa powyższe przykłady ukazują wspaniałych napastników, wychowanych w Valdebebas. Piłkarze, którzy grają w drużynach znacznie gorszych od Realu Madryt prezentują się w nich znakomicie, strzelając sporo goli. Gdyby jednak prezentowali się w barwach "Blancos" zapewne byłoby ich znacznie więcej, bo Real Madryt to znacznie większe możliwości, niż Sevilla i Valencia.

Idąc dalej tropem byłych zawodników drużyny z Santiago Bernabeu natrafiamy na Pablo Sarabię. Piłkarz, który błyszczał formą podczas mistrzostw Europy do lat 19 nie znalazł jednak uznania w oczach Jose Mourinho. Pewnie ktoś powie "On ma 19 lat". Owszem ma. jednak, czy Thiago Alcantara nie ma ich 20? W takim samym wieku, jak Sarabia jest wschodząca gwiazda Manchesteru United, Danny Welbeck. Także Jack Wilshere jest piłkarzem bardzo młodym, a pomimo to podstawowym graczem Arsenalu Londyn.

Podane wyżej przykłady piłkarzy, którzy dostają swoje szanse, pomimo młodego wieku, dają sporo do myślenia. Mam nadzieję, że polityka zarządu Realu Madryt względem wychowanków wkrótce się zmieni i piłkarze pokroju Alvaro Morata, Joselu, Nacho i Alex Fernandez będą dostawać swoje minuty.

środa, 31 sierpnia 2011

Malaga sprowadzona na ziemię

Kibice Malagi zapewne robili sobie sporo nadziei przed meczem z Sevillą. Przeglądałem niektóre portale informacyjne i w komentarzach widziałem "typerów", którzy stawiali nawet 4-0 dla Andaluzyjczyków. Piłkarze Sevilli sprowadzili jednak klub szejków na ziemię.


Wspaniałe sparingi w wykonaniu podopiecznych Manuela Pellegriniego , jak najbardziej dobrze zapowiadały zbliżający się wielkimi krokami sezon. Malaga miała rozpocząć od potyczki z Barceloną. Na szczęście tak się nie stało i zawodnicy nie musieli na pierwszy ogień mierzyć się z najlepszą drużyną w Europie.


Na pierwszy ogień poszła jednak drużyna Sevilli, a więc rywal od którego piłkarze z Andaluzji powinni być lepsi, a przynajmniej dorównywać im poziomem. Nic z tego. Zespół Garcii Torala przeważał w każdym aspekcie gry. Na skrzydłach, w środku, a także w rozegraniu. Przyniosło to zwycięstwo gospodarzom 2-1. Malaga, w składzie z takimi piłkarzami jak Van Nisterloy, czy Santi Cazorla potrafiła zagrozić bramce rywali jedynie z rzutu wolnego za sprawą tego drugiego.


To pokazuje, jak wiele pracy czeka drużynę prowadzoną przez byłego szkoleniowca m.in Villareal i Realu Madryt. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, lecz tym razem urósł aż za dużo.


Oczywiście nie można skreślać Malagi po jednej kolejce, jednak styl w jakim drużyna przegrała znacznie odbiega od tego, jaki piłkarze zapowiadali zarówno na konferencjach prasowych, jak i w sparingach. Obawiam się, że plany podboju Europy w przyszłym roku zostaną odłożone na lata późniejsze...

wtorek, 30 sierpnia 2011

Podsumowanie pierwszej kolejki

W miniony weekend rozgrywki wznowiła hiszpańska Primera Division. Liga rozpoczęła się z tygodniowym opóźnieniem, bo jak wiemy pierwsza kolejka została odwołana ze względu na strajk. Pierwsze mecze w sezonie zawsze żądzą się swoimi prawami. Często dochodzi do dużych niespodzianek i tak było i tym razem.

Jako pierwsi w nowym sezonie na boisko wyszli piłkarze Sportingu Gijon i Realu Saciedad. Mecz ten był bardzo ciekawy i wyrównany. Dużo strzałów, parad bramkarzy, a także kontrowersji. Gwiazdą spotkania został piłkarz Basków, Imanol Agirretxe, który okazał się ekspertem od strzelania głową, zdobywając tym sposobem dwie bramki. Gospodarze zdołali odpowiedzieć tylko raz, z rzutu karnego, którego egzekwował Miguel de las Cuevas.

W pojedynku beniaminków górą okazali się piłkarze Betisu, którzy zdominowali Granadę na obcym stadionie. Nie mogli tego jednak udokumentować aż do 88 minuty, gdy Ruben Castro zdobył pierwszą bramkę nowym sezonie.

Najciekawiej w sobotę było w Valencii, gdzie miejscowy klub podejmował na Mestalla, Racing Santander. Już w pierwszej minucie po golu Roberto Soldado stadion cieszył się z prowadzenia. Na tego gola odpowiedział... Roberto Soldado, który już w 7 minucie niefortunnie interweniował, strzelając bramkę samobójczą. Po tym trafieniu goście uwierzyli, że mogą wygrać. Pokazali to w 14. minucie, gdy Lautaro Acosta zdobył bramkę dającą prowadzenie. Po przerwie Racing nie odpuszczał. W 56. minucie gola na 1-3 zdobył Adrian Gonzalez i większość kibiców w Valencii przestała wierzyć w zwycięstwo. Nic bardziej mylnego. Valencia wygrała to spotkanie 4-3, po dwóch kolejnych bramkach Soldado i Ramiego.

W sobotę mogliśmy oglądać aż 11 bramek, co daje średnią nieco mniejszą niż cztery trafienia na mecz. To napawało optymizmem przed niedzielą, w której również nie brakowało niespodzianek i emocji.

Pierwszą z nich był remis na własnym stadionie zawodników Athleticu Bilbao z beniaminkiem, Rayo Vallecano, 1-1. Spotkanie to nie należało do najciekawszych. Gra toczyła się głównie w środku pola z rzadkimi strzałami.

Rozczarowanie poczuli zapewne kibice Atletico Madryt. Zespół Gregorio Manzano zremisował bezbramkowo z Ossasuną Pampeluna, po fatalnym dla kibiców meczu.

W kolejnym niedzielnym spotkaniu Getafe podejmowało Levante. Mecz toczył się w dość szybkim tempie. Getafe przeważało i uzyskało prowadzenie po golu Miku w drugiej połowie meczu. Goście odpowiedzieli kwadrans później po golu Juanlu. Na uwagę zasługuje także debiut wychowanka Realu Madryt, Pablo Sarabii, który dostał pół godziny gry.

Dobre widowisko zobaczyli kibice w Mallorce, gdzie miejscowy klub wygrał 1-0 z Espanyolem, po bardzo zaciętym i ciekawym spotkaniu.

Real Madryt, pierwszy mecz w lidze rozegrał w Sarragossie. Bojowe nastawienie gospodarzy nie wystarczyło i "Królewscy" koncertowo rozgromili swojego imiennika 0-6, choć mogło, a w zasadzie powinno skończyć się znacznie wyżej.

Hitami kolejki były spotkania Barcelony z Villarreal i Sevilli z Malagą. W meczu na Camp Nou nie można było dostrzec, że grały ze sobą ekipy z pierwszej czwórki poprzedniego sezonu. Podopieczni Guardioli wygrali 5-0.
Kibice Malagi zetknęli się natomiast z rzeczywistością. Apetyty rosły, jednak zespół Pellegriniego doznał pierwszej porażki, przegrywając 2-1.

Po pierwszej kolejce nie możemy jasno określić sił drużyn w rozpoczętym w weekend sezonie. Przekonaliśmy się jedynie o siłach Realu Madryt i "Dumy Katalonii". Poza tym pierwsze punkty zdobyli dwaj, z trzech beniaminków. Betis trzy, a Rayo Vallecano jeden.

Zobaczyliśmy aż 30 bramek, co daje średnią trzech trafień na mecz. Miejmy nadzieję, że w kolejnych weekendach będziemy oglądać nie mniej goli, niż w miniony weekend.
Wyniki spotkań 2. kolejki Primera Division:
27 sierpień (sobota)

Sporting Gijon - Real Sociedad 1:2
Valencia CF - Racing Santander 4:3
Granada CF - Real Betis Sewilla 0:1

28 sierpień (niedziela)

Atletico Madryt - Osasuna Pampeluna 0:0
Athletic Bilbao - Rayo Vallecano 1:1
Getafe CF - Levante UD 1:1
Real Mallorca - Espanyol Barcelona 1:0
Real Saragossa - REAL MADRYT 0:6
Sevilla FC - Malaga CF 2:1

29 sierpień (poniedziałek)

FC Barcelona - Villarreal 5:0

niedziela, 21 sierpnia 2011

Barcelona wcale nie jest taka święta


Kiedy młody, kilkunastoletni kibic piłki nożnej, który myśli o Gran Derbi i  śledzi je od kilku lat, widzi w nich owszem, wspaniały pokaz piłkarskich umiejętności, ale przede wszystkim nienawiść, wrogość i chęć odegrania się rywalowi, w nie zawsze sportowy sposób.

Pozostaje więc pytanie: kto jest winny temu wszystkiemu? Znaczna większość wskaże na Jose Mourinho. Czy aby na pewno tylko on jest jedynym winowajcom całego zamieszania wokół Gran Derbi?

Myślę, a raczej jestem pewien, że nie. To środki masowego przekazu winne są temu, że większość pytanych osób wskaże na Portugalczyka. Sprawą wiadomą jest, że popularny Special One na konferencjach prasowych nie mówi tego, co ktoś chciałby słyszeć, tylko to, co sam chciałby przekazać. Niektóre z tych opinii nie zawsze są pożądane wśród mediów, a te chcąc się "odegrać" na Portugalczyku, wypisują rzeczy o nim, które nie mają nic wspólnego z prawdą.

Przykład? Nie trzeba szukać daleko. Ostatnie Gran Debrbi. Na wielu serwisach informacyjnych w dziale sport, głównym tematem był atak trenera Realu Madryt na asystenta Barcelony. Dlaczego jednak nikt nie wspomniał o ataku na Mou, strzałem prosto w twarz? Pociągnięcie za ucho w porównaniu do tego to "pikuś".

Czytając różne gazety, możemy się dowiedzieć, że Real na każdym kroku prowokuje bez winną Barcelonę. Czemu jednak nikt (z wyjątkiem stron poświęconych Królewskim") nie zauważy jakże prowokującego gestu Messiego po strzeleniu bramki na 3-2, podczas ostatniego meczu pomiędzy Madrytem i Barceloną? (http://www.youtube.com/watch?v=Crg3NF5iDzg)

Widzimy zło i niewychowanie tylko o Mourinho. Guardiola natomiast wydaje się być wspaniałym trenerem, szanującym rywala (często na wyrost) i wspaniale zachowującym się podczas meczu. Ten jednak najlepiej podsumował się słowami, które zostały skierowane do Realu Madryt: "Jesteście pieprzoną bandą".

Kontynuując, gdy wszedłem dziś na znany serwis informacyjny, głównym tematem w dziale "Sport" jest news, informujący nas o tym, że Jose Mourinho "dobił" Cesca Fabregasa po faulu Marcelo, kopiąc go w głowę. Oczywiście takie zajście nie miało miejsca, a taką informację nie powiem skąd owy portal wyssał.

Powyższe przykłady są tylko nielicznymi. Po dłuższym zastanowieniu i przeszukaniu internetu, mógłbym je wymieniać do rana. Nie chodzi mi jednak o to, by pokazać wam tylko te kilka przykładów. Próbuję powiedzieć, że nie warto czytać wszystkie "newsy" związane z Gran Derbi i brać je na poważnie. Jak widać, dla mediów, są równi i "równiejsi".
 Barcelonę nazywa się "więcej niż klubem piłkarskim". Według mnie i owszem są więcej niż drużyną piłkarską, ponieważ na Blaugrane składają się aż trzy dyscypliny: piłka nożna, aktorstwo i jak ostatnio mogliśmy dostrzec, boks.

Myślę, że najlepszym podsumowaniem ostatniego meczu były słowa Jose Mourinho: "Piłka nożna jest dla dużych chłopców".

czwartek, 18 sierpnia 2011

Koniec z Gran Derbi - czas na MMA!

Wczorajszy mecz pomiędzy Barceloną, a Realem Madryt uświadomił mi, że Gran Derbi przestają być wielkim, piłkarskim świętem, a stają się pojedynkami na faule, ostre słowa i prowokacjami na konferencjach prasowych z obu stron.

Kilka, a nawet kilkanaście lat temu, gdy oglądałem swoje pierwsze Gran Derbi pamiętam w jak wspaniałej atmosferze toczony był mecz. Zero brutalności, zero symulacji, tylko pokaz wspaniałych umiejętności.

Przed ówczesnym meczem w sezonie 1999/2000 zastanawiałem się, jak zagra Raul, czy Morientes. Czy Figo swoimi rajdami stworzy "setkę" dla kolegów z Katalonii. Wczoraj przed meczem zastanawiałem się natomiast, kogo w brutalny sposób  sfauluje Pepe, czy do jakiego stopnia aktorstwa ucieknie się Barcelona. Czy tak powinien być kojarzony największy mecz na świecie?

Pozostaje jednak pytanie: co wywołało taki stan rzeczy? Czy jest to Mourinho? A może Alves, na którym co niektórzy piłkarze Realu Madryt są rządni rewanżu w nie zawsze sportowy sposób? Odpowiedź jest prosta. Wszyscy działają na niekorzyść piłki nożnej i kibiców. Każdy piłkarz i trener jest odpowiedzialny za takie zachowania drużyn.

Dnia dzisiejszego doszło również do skandalicznego zachowania w końcówce meczu, gdy sięgnięto po pięści. Na różnych forach aż grzmi o tym, kto był winny: David Villa, czy Mesut Ozil. Kto kogo pierwszy uderzył i co powiedział? Ja jednak się pytam: Co tam robił Villa i co tam robił Ozil? Obaj zostali zdjęci z boiska, więc nie powinni czynnie uczestniczyć w wydarzeniach na boisku.

Kolejną sprawą, która mnie zadziwiła było zachowanie Mourinho, który próbował ciągnąć za ucho członka sztabu szkoleniowego Barcelony. Co takie zachowanie miało przynieść? Mourinho podgrzał tylko atmosferę. Wiadomo, że do starć między piłkarzami dochodzi często, jednak niespotykaną jest interwencja trenera. Takie zachowanie ze strony Mou było po prostu żałosne. Portugalczyk hańbi nim piękną tradycję Realu Madryt. Trenerem jest niewątpliwie największym i uważam, że nie musi uciekać się do takich zachowań, by zdobyć okładki gazet, bo może się na nich znaleźć bez problemów w bardziej sportowy sposób.

Sędziowanie w dzisiejszym meczu również pozostawiało wiele do życzenia. Królewscy dostawali kartki przy każdym "zwijaniu się z bólu" graczy Dumy Katalonii. Faule gospodarzy nie niosły ze sobą takich konsekwencji. Przewinienie Iniesty na Alonso w pierwszej połowie... Przecież to była co najmniej żółta kartka! Takową powinien ujrzeć również David Villa, który na początku meczu upadł, wydawać by się mogło, specjalnie na rękę Sergio Ramosa. Kartka dla Cristiano Ronaldo była bezpodstawna. Co Portugalczyk takiego zrobił? Podszedł do sędziego, spokojnie powiedział dwa słowa i od razu kartka? Proszę...

Jeśli chodzi o symulacje graczy Barcelony, to... wcale się im nie dziwię. To prasa podawała światu opinie, w których można było wyczytać o brutalności Realu Madryt, której przed kwietniowymi starciami z Barceloną nie było. Media jednak widziały to inaczej. Taką sytuację szybko wykorzystali gracze Blaugrany. Sędzia, który ma sędziować mecz Realu z Barcą, czytając gazetę przedstawia sobie Real grający brutalnie. Taki sam obraz ma w meczu i rozdaje kartki zawodnikom tego klubu na prawo i lewo. Dokładając coś od siebie, drużyna Guardioli, w pełni wykorzystuje nadane im prezenty.

Sam mecz udowadniał nam, kibicom Los Blancos, że z Barceloną można grać, jak równy z równym również ofensywnie. Sądzę, że gdyby zaraz po przerwie wprowadzony został Brazylijczyk, Kaka, to bardzo prawdopodobne jest, że dziś cieszylibyśmy się ze zdobycia Superpucharu Hiszpanii. Nie rozumiem trenera, który "na siłę" zostawiał na boisku słabo dysponowanego Mesuta Ozila. Geniusz jednego podania Kaki mógł przechylić szalę na naszą korzyść.

Dzisiejsze widowisko daje wiele do myślenia... Być może warto byłby się zastanowić, zamiast za sprowadzeniem kolejnego napastnika, których mamy od groma, stopera, który byłby pewny zarówno pewny w interwencjach piłkarskich, jak i pozasportowych.

piątek, 12 sierpnia 2011

Czy Barcelona zaprzestanie aktorskich gierek?

Przed kolejnymi Gran Derbi wielu kibiców zadaje sobie pytanie - Czy Barcelona postawi znów na grę aktorską? Nie oszukujmy się! To, co w ostatnich 4 wielkich derbach Hiszpanii pokazała Blaugrana przechodzi ludzkie pojęcie! Owszem, Real Madryt również w wielu aspektach pozostawia wiele do życzenia.

Moim skromnym zdaniem wszystkiemu winna jest prasa... W niej ciągle pisano o brutalnej grze Realu Madryt, której na początku sezonu nie było. To środki masowego przekazu pokazały światu złe oblicze Realu Madryt. W maratonie z meczami Realu z Barcą można było zaobserwować, jak Katalończycy wykorzystują całą sytuację. Nie przeczę, że było kilka brutalnych wejść ze strony graczy Blancos. Jednak wiele z odgwizdanych fauli, w tym chyba najgłośniejszy spośród nich, "faul" Pepe na Alvesu nie powinny być nigdy odgwizdane.

Szczerze powiedziawszy nie dziwię się graczom Barcelony. Wykorzystują daną im sytuację. Podejrzewam, że każda drużyna świata zrobiłaby to samo na miejscu podopiecznych Josepa Guardioli.

Powróćmy do teraźniejszości... To co było, minęło. Jednak nadal pozostaje pytanie, jak zachowają się ekipy podczas niedzielnego Gran Derby. Real Wydaje się silniejszy, niż miało to miejsce jeszcze w kwietniu. Barcelona, jak sam trener tej drużyny zauważa "nie jest dobrze przygotowana fizycznie", a to może mieć kolosalne znaczenie w tym dwumeczu.

Człowiek, który nie jest na bieżąco z hiszpańską piłką jasno postawi na Barcelonę. Jednak kibic, który śledzi przygotowania obu drużyn będzie miał problem ze wskazaniem faworyta. Mało tego, według mnie faworytem do wygrania Superpucharu jest Real Madryt. Ekipa Jose Mourinho znakomicie odbyła okres przygotowawczy. Wygrali wszystkie, siedem meczów. Dodatkowo w zespole znakomicie zaaklimatyzował się Jose Calljeon, który zdobył 3 bramki w pre-sezonie. Barcelona radziła sobie średnio. Przegrała 2 mecze – z Manchesterem United 1-2 i z Chivas aż 1-4!  To pokazuje nie najlepszą sytuację w katońskim klubie.

Wiele mówi się również o tym, że Josep Guardiola wystawi skład częściowo rezerwowy. Być może nie wyjdzie nawet Messi. Myślę, że jest to spowodowane  tym, iż trener obawia się o drużynę. Wyczuwa porażkę i to może być zasłona dymna na drodze do porażki. Oczywiście będzie miał usprawiedliwienie. W niedzielę przekonamy się, czy zapowiedzi prasy odnośnie składu Barcelony były trafne. Miejmy nadzieję, że nie i zobaczymy wspaniały spektakl piłkarski.

Miejmy nadzieję, że pojutrze zobaczymy wspaniałe widowisko piłkarskie, pełne pięknych zagrań, bez chamskich i aktorskich zagrywek z obu stron.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Xavi! Jesteś w błędzie.

W dzisiejszym wywiadzie Xaviego dla katalońskiego dziennika, El Mundo Deportivo, możemy wyczytać, jakoby piłkarz w ogóle nie bał się trenera Blancos przed starciami z tą drużyną. Jednak ja uważam, że drugi kapitan Blaugrany jest w wielkim błędzie.

To Jose Mourinho od kilku lat, jako jedyny trener potrafił stawić czoła wspaniale grającej Barcelonie. To Portugalczyk, będąc trenerem Chelsea, Interu i teraz Realu Madryt nie musiał się wstydzić za drużynę po meczu z drużyną Guardioli, a wcześniej Rijkaarda(poza pamiętanym 5-0 na Camp Nou).

"Boję się piłkarzy Realu, a nie ich trenera", mówił Hiszpan. Skoro trener niema nic do rzeczy, to dlaczego w zeszłym roku, pod wodzą Manuela Pellegriniego Real Madryt ani razu nie zdołał sprostać wymaganiom Barcelony? Przecież Chilijczyk miał wówczas do dyspozycji większość tych piłkarzy, co Mourinho.

"Real jest bardzo mocnym zespołem" - to wiedzą chyba wszyscy, jednak dziś ten zespół jest jeszcze silniejszy, niż zwykle. Dzięki "Special One" zespół ten w końcu posiada jakiś styl. Być może nie jest on piękny dla oka, ale jednak skuteczny.

Sądzę, że taka wypowiedź Hiszpana była spowodowana stosunkiem jego osoby do portugalskiego trenera. Wydaje się, że ci dwaj panowie za sobą nie przepadają, co w prawie każdym wywiadzie pokazuje rozgrywający reprezentacji Hiszpanii.